Drożdże gorzelniane

Tematy

gifoland

Użytkownik "Jerzy Nowak" napisał:


| [...] A whisky to nic innego jak takie
| właśnie oddestylowane i odleżakowane piwo.
| Mylisz się.

| A w którym konkretnie miejscu się mylę?

W osiąganych % przed destylacją i z czego sa robione, jedne ze słodu,
drugie z żyta a reszta to blended.
To nie piwo jest pedzone a wino zbożowe.


To zupełnie OT, więc nie ma sensu prowadzić sporu. Tym bardziej jeśli
najwidoczniej wiesz co mówisz... Kiedy ja ostatnio byłem w destylarni
whisky - mniej więcej dwa tygodnie temu - to ową whisky robiono z
zesłodowanego jęczmienia, do odsączonego zacieru dodawano drożdże
(browarnicze i gorzelniane), fermentowano do ok. 8%, powstały produkt
nazywano "wash", lub dla uproszczenia "beer", tenże destylowano i wlewano na
kilka-kilkanaście lat do dębowych beczek. I było dokładnie tak samo w
kilkudziesięciu destylarniach, które miałem sposobność odwiedzić. Mowa o
whisky słodowej, rzecz jasna. Nie dość, że wielokrotnie widziałem ten
proces, to czynnie brałem w nim udział, a nawet zdarzyło mi się _mieszkać_ w
destylarni whisky. W fabrykach whisky zbożowej stosowano dla odmiany
niesłodowany jęczmień, pszenicę, żyto, a nawet kukurydzę.
Jeśli jednak wolisz ten półprodukt nazywać winem zbożowym, to Twój wybór...
Gdybyś chciał ten spór pociągnąć, zapraszam na priv -
rajmund/małpa/whisky/kropka/pl

Pozdrawiam,
Rajmund


Gdzie w trojmiescia mozna kupic drozdze gorzelniane.


http://winadomowe.w.interia.pl/frames/index2.htm

Extra stronka!!! Wejdz z menu w adresy winiarskie i masz pelno sklepow w
3miescie. A poza tym chyba podzielisz sie z grupowiczami winkiem co?? :)

dziogurt

http://www.allegro.pl/show_item.php?item=42378240

Witam!

Gdzie w trojmiescia mozna kupic drozdze gorzelniane.
Winogrona w tym roku obrodzily i warto zrobic wino - ponoc dodaje sie
wlasnie takie drozdze tylko nie wiem gdzie je dostac.

Pozdrawiam grupowiczow
Jan Bialczak

zazule napisała:

> Taaaak zmutuja w jelitach po upieczeniu....

Teraz to mam już pełne pomieszanie
Szukałem linku do informacji, że przetrwalniki drożdży mogą przeżyć pieczenie
chleba. Gdzieś o tym czytałem, ale nie pamiętałem gdzie.
Oczywiście w faqu:

"Zarodniki drożdży doskonale przeżywają proces pieczenia i dlatego chleb,
zwłaszcza wilgotny pleśnieje wyjątkowo łatwo. Spożycie chleba na drożdżach lub
na zakwasie prowadzi do sporej "infekcji" drożdżakami."

Dotąd opierałem się na tej niekwestionowanej na forum informacji, że zakwas
chlebowy, to dzikie drożdże.

Już jednak wiki podaje:
pl.wikipedia.org/wiki/Zakwas
że: "Zakwas to stosowana w przemyśle spożywczym kultura bakterii fermentacji
mlekowej."

Dalej jednak wiki przeczy sam sobie, bo dzieli zakwasy na m.inn.

# gorzelnicze - wykorzystywane przy produkcji drożdży stosowanych w fermentacji
alkoholowej
# piekarskie - stosowane przy produkcji ciasta drożdżowego.

Idźmy dalej:
Zakwas chlebowy to:
"Zakwas chlebowy (zaczyn) niewielka ilość ciasta żytniego, pozostawiona z
poprzedniego wypieku lub przygotowany zakwas z mąki żytniej, zawierający
rozmnożone bakterie kwasu mlekowego, używany do przygotowania ciasta."

Czyli jednak chleb na zakwasie nie powstaje z udziałem dzikich drożdży, tylko
bakterii kwasu mlekowego, co czyni dalszą dyskusję bezprzedmiotową.
Ale, ale, jaką mamy pewność, że to właśnie tak jest? Czy w zakwasie chlebowym
rozwijają się tylko bakterie, czy też drożdże?

Następne pytanie: na jednym z forów znalazłem informację, że drożdże piekarnicze
nie mają nic wspólnego poza nazwą z zakażeniem przewodu pokarmowego candida
albicans. To dlaczego drożdże piekarnicze są szkodliwe?

Następne pytanie: dlaczego chleb zwykły uważany jest za szkodliwy (wspomagający
powstawanie grzybicy) jeżeli twierdzisz, że przetrwalniki drożdży nie przeżywają
pieczenia?
Tłumaczenia, że białko drożdży piekarniczych jest podobne do candidy i może
szkodzić organizmowi wydają się pokrętne, ponieważ każde białko w przewodzie
pokarmowym zamieniane jest przez enzymy na pulpę aminokwasową, która nie niesie
informacji o białku.

Tak na marginesie: uważam, że chleba żadnego nie należy jeść!

Jeszcze jedno: w świetle informacji z wiki że:
"Fermentacja bakteryjna (fermentacja mlekowa), która przez to, że trwa
dostatecznie długo (wiele godzin), powoduje rozkład kwasu fitynowego, co
umożliwia powstawanie wchłanialnych form mikroelementów zawartych m.in. w
ziarnach zbóż i roślinach strączkowych.
Z mikroelementami (między innymi żelazem, cynkiem, miedzią, kobaltem, manganem),
kwas fitynowy tworzy nierozpuszczalne sole (fityniany), blokując tym samym ich
wchłanianie."

to jaki jest sens polecanie w faqu różnych kasz? Zawierają fityniany i blokują
wchłanianie mikroelementów.

Pozdrawiam
Leszek





>
> jak to co miał wspolnego Miczurin i Łysenko
>
> "Teoria Łysenki zakładała, iż organizmy, jako kontrolowane przez
> warunki środowiskowe, mogą przy odpowiednim ich oddziaływaniu i
> ukształtowaniu zamienić się w dowolny inny gatunek. Aby zilustrować
> zasady transformacji organizmów w ramach nowo opracowanych zasad
> powstawania gatunków, Trofim Łysenko w latach 50. stwierdził,
> iż "wystarczy zacząć karmić pokrzewkę ogrodową gąsienicami, a
> powstanie kukułka" "
>
> Miczurin i Łysenko chyba mieli za mało fantazji bo nie wpadli na
> pomysl z PIECZONEJ pokrzewki mogła by powstac kukułka.
>
> Good Luck
>
>

Bimber 1
resztki porzeczek po robieniu soku
cukier
drożdże
woda

proporcje dość dowolne z wyjątkiem drożdży tych w zależności od ilości produktu
końcowego do 2kg na 50litrów zacieru owoców - dużo cukru ? zalać wodą i
najlepiej podgrzewać(grzałka akwarystyczna była dobra) przez 2-3 tygodnie aż
przefermentuje potem już tylko destylacja najlepiej dwukrotna

===============================================================================

Bimber 2
Wszystko zależy od tego co chcesz wypędzić - jak jakąś charę, to już ci podano
receptę.
Podstawowy problem z rozmaitymi wódkami polega na braku dostępu do drożdzy
gorzelnianych, fermentacja z użyciem drożdzy piekarskich daje charakterystyczny
bimbrowy fuzel - fuj... Jeżeli masz więc drożdze gorzelniane to możesz sobie
zafermentować mąkę, ziarno zbożowe, przetarte ziemniaki tyle, że w domowych
warunach zachodu jest dużo a alkoholu raczej niewiele. Po trzba jeszcze
przepuścić przez filtr z węgla aktywnego itp. Dlatego jest lepszy sposób -
robisz coś w rodzaju wina owocowego, z tą różnicą, że nie przejmujesz się
gęstością (byle sie dało z gąsiora wytrzepać i nie dajesz wody (psuje smak
ostatecznego produktu). Owoce w polskich warunkach trzeba zazwyczaj dosłodzić,
drożdze oczywiście winne (łatwo je kupić, reszta jak w instrukcji na etykiecie,
najlepsze są typu malaga, albo podobne - w każdym razie do win mocnych).
Drożdzy można dodać trochę więcej niż do normalnego wina. Zacier taki powinien
fermentować 2-3 miesiące, aż będzie miał przynajmniej z 10 % (można sprawdzic
organoleptycznie, nie jest takie złe, tyle że lubi po tym boleć głowa).
Oczywiście należy pamiętać o rurkach fermentacyjnych, dokładnej sterylizacji
gąsiora i takich tam. Teraz destylacja - do destylacji w domowych warunkach
najlepiej nadaje się aparatura szklana, którą można nabyć w dowolnym sklepie ze
szkłem laboratoryjnym (często z dokładną instrukcją obsługi), ale znakomita
jest również aparatura ze stali nierdzewnej (można kupić np. w Austrii i
podobno w Szwecji). Wbrew obiegowym opiniom destylacja dobrego zacieru nie
powoduje wydzielania się w czasie tego procesu żadnego nieprzyjemnego zapachu.
Destylację należy przeprowadzać w temperaturze mniej więcej 78-82 stopnie C.
Idealna temperatura to 78,4 stopnia, ale nie należy przesadzac z dokładnością,
bo jeden gąsior można destylowac tydzień. Pierwszą pięćdziesiątkę wypędu wylewa
się w diabły i dalej destyluje, dopóki wypęd ma moc powyżej mniej więcej 30-40
%. Można przerwać wcześniej, wszystko zależy od zapachu rezultatu. Jeżeli
zacier jest gęsty, można go trochę rozcieńczyć wodą, bo inaczej lubi sie
przypalić. Czynność powtarza się kilka razy. Czasem wystarczy już jedna
destylacja, a czasem i cztery to za mało. Destylując po raz kolejny należy
wrzucić do naczynia kilka małych kamyczków - sprzyja to równomiernemu wrzeniu
alkoholu, alkohol też dobrze jest (ze względów przeciwpożarowych) rozcieńczyć
do ok 40 %. Otrzymany wypęd powinien dojrzewać 3 miesiące. Do gąsiorka z
okowitą można wrzucić szczapki dębowe, co daje głęboki brązowy kolor
(koniakowy). Inna szkoła głosi, że najlepsze są gałazki morwowe - dają
zielonkawo-beżowy odcień napitku. No i gotowe - bimber w ten sposób otrzymany
cechuje niezwykle silny aromat owoców (im dłużej leży, tym silniejszy),
znakomity smak i brak efektów ubocznych nadużycia. Jeżeli lubisz anyżówkę (uzo,
mastika, ricard, pernod) możesz do ostatniej destylacji dodać olejek anyżowy
(do nabycia w aptece) i rozpuszczoną w spirytusie żywicę krzewu mastyksowego
(niestety w Polsce niedostępna, można kupić np. w Bułgarii). Otrzyzmany w ten
sposób alkohol jest krystalicznie czysty, a po dodaniu kropelki wody wspaniale
mętnieje. Do jego produkcji najlepiej użyć wypędu z mało aromatycznych owoców
(np. gorszych jabłek). Jak chcesz mieć coś w bardziej francuskim stylu możesz
zastosować sztuczkę ze szczapkami dębowymi. Do produkcji zacieru najlepiej
nadają się wiśnie, jabłka, morele (niestety w Polsce drogie i mało
aromatyczne), gruszki Williamsy, winogrona (polskie czarne dają ciekawy
aromat), maliny (absolutny hit) i podobne owoce. Rewelacyjny jest też bimber z
fig, ale niestety w Polsce nie do zrobienia (w zeszłym roku 70 gr. za figę!).
Generalnie pędzenie bimbru to wspaniała rozrywka, która znakomicie integruje
rodzinę. Odrobina wprawy sprawi, że w kąt pójdą wszystkie konfitury i inne
przetwory, a wszyscy pospołu zajmą się drylowaniem wiśni na bimber. Zajęcie to
bowiem w sam raz na ciepłe letnie wieczory. I o ile zdrowsze od oglądania
telewizji... To oczywiście wszystko teoria, bo pędzienie bimbru jest zabronione.



Powered by MyScript